Alice Dona – C’est Pas Prudent

Miałem dzisiaj nie pisać, ale Alice Dona mnie sprowokowała. Zmanipulowała mnie tak, że słuchałem jej cały dzień i nic innego nie mogłem robić. Wredna menda!

Klawisze w „C’est pas prudent” to jakaś poezja. Głowa mi zaraz odpadnie od kiwania na prawo i  na lewo.

Działa na moje zmysły jak szarlotka na podniebienie. Albo jagody. Albo mus czekoladowy. Rozpływam się. Chcę jutro. Jutro pójdę na rock n rollową imprezę w Śnie Pszczoły i będę tańczył i uwodził. Przez ten kawałek wychodzę z siebie. Mam ochotę na… dobra, nie ważne na co mam ochotę.  W każdym razie Alice Dona to szatan bo robi grzechy z moich myśli. Gorąco. Muszę czym prędzej odprawić na sobie jakieś egzorcyzmy, bo jak nie to zetnie mi się białko. Grrr chyba wbije kołek w radio!

Poddaje się. Leżę i dyszę i marzę o Francji. W końcu jestem tylko człowiekiem!