Mulatu Astatke & The Heliocentrics – Cha Cha

Zlikwidowałem swojego drugiego bloga i postanowiłem przenieść tutaj część wpisów, żeby sobie nie zaginęły. Tak więc przeszłości część pierwsza.

17.04.2016 / ‚kropki’:

Coś znowu zaczęło układać się w kształty, nie było już tylko chmurą działania i ślepym brnięciem przed siebie, tylko po to żeby zapomnieć co robiło się jeszcze niedawno, żeby czuć, że naprawa ma miejsce i że jest skuteczna. To jest miłe uczucie, gdy pojawiają się kształty. Gdy poszczególne poranki nieco różnią się od siebie, nawet jeśli są bardzo podobne, a rzeczy robione w ciągu dnia wydają się skierowane w cele inne niż samo przetrwanie.

Lubił sobie to wszystko tak wyobrażać. Czasem chmura, a czasem coś co ma kąty, pole, jest ruchome, ale w pewnej komitywie, komitywie kropek, które połączyło się długopisem na mapie. Czasem to wrażenie dawała kobieta, a czasem po prostu działanie. Teraz było i działanie i kobieta, więc miał w głowie wakacje, mimo że – jak zwykle w takich wypadkach – towarzyszyło temu sporo niepewności.

Czuł jak Miedziana, jego ulica, gromadziła ciepło przez cały dzień by oddać mu je w nocy, gdy siedzi sam w mieszkaniu i myśli o tym co się może wydarzyć, jeśli będzie miał odrobinę szczęścia.

Mulatu Astatke pasował mu do takich wieczorów, choć uważał słuchanie go w kwietniu za pewien falstart. To jeszcze nie czas gwaru, okna otwartego na oścież, pocenia się leżąc na plecach w samych bokserkach.

Zastanawiał się, czy kogoś interesują same odczucia i klimat, a raczej zastanawiał się czemu tak dużo osób potrzebuje pointy. Niby uwielbiają “Między Słowami”, a jak ktoś na koniec historii nie powie im o co w tym wszystkim chodzi i jaki z tego morał, to się irytują, albo po prostu nudzą. Jakby każdy dzień miał morał. Jakby wszystkie emocje miały morał.

Spędził miły dzień z Ł., dobrym kolegą. Był przekonany, że podobnie będą spędzać dni na starość. Nie chodzi o samo spacerowanie, picie kawy czy obiad na mieście. Chodzi o poziom zrozumienia, pozwalający im gadać o głupotach, ważne wnioski i emocje zostawiając w domyśle, traktując chwile milczenia jako czas na ich przyswojenie. A może to jednak nieumiejętność wyrażania tego, co głębiej, co gryzie? Ale już mniejsza o to.

Jedną kropką była wiadomość napisana pod wpływem impulsu, inną produktywne spotkanie, trzecią wczesne wstawanie i praca pomagająca trzymać trzeźwość umysłu, czwartą dziennik, który znów zaczął pisać, piątą wyobrażenie, które w obecnej konfiguracji wydawało się całkiem realne, choć wiedział, że jego ewentualnego ziszczenia nie można poganiać. To było normalne życie, którego tak mu brakowało, że teraz wydawało się czymś fantastycznym.

Czuł, że jak dobry by nie był, zawsze będzie miał w sobie pierwiastek tego, o co nikt go nie podejrzewa. Ale pierwiastek mu nie przeszkadzał. Gdy pierwiastek był tylko jedną z kropek, nie bał się go ani trochę.

zenit1

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s