T. Rex – Cosmic Dancer

2018, wakacje, ponad dwadzieścia stopni w nocy, Plac Defilad, najdłuższe całkowite zaćmienie księżyca w XXI wieku. Wielka opozycja Marsa, niebo trochę czarne, trochę czerwone. Podobno taka noc zdarza się raz na 25 000 lat. Grałem stare piosenki przed baremStudio, gapiłem się na tańczących ludzi, na czerwony księżyc; wyobraźnia pulsowała, były gorąco i lepko, sam trochę tańczyłem. Paliłem papierosa za papierosem. Czułem się jak w filmie „Body Heat” z 1981 roku. Floryda, upały, drobnomiasteczkowy adwokat Ned Racine zakochuje się w mężatce, która namawia go na morderstwo… noir z krwi i kości. Ale w tym wypadku również le feu. Pięknie sfilmowana spiekota. Pierwsze spotkanie głównego bohatera z femme fatale (Matty) – plenerowy koncert jazzowy przy wybrzeżu. Późny wieczór. Rodziny, pary, ludzie po pracy, wszyscy spoceni, niektórzy siedzą i patrzą na występ, niektórzy tańczą. W pewnym momencie Ned ją zauważa i podchodzi:

Ned: I need someone to take care of me, someone to rub my tired muscles, smooth out my sheets.

Matty: Get married.

Ned: I just need it for tonight.

I chwilę później:

Matty: You’re not too smart, are you? I like that in a man.

Ned: What else do you like? Lazy? Ugly? Horny? I’ve got ’em all.

Matty: You don’t look lazy.

Przypominały mi się te wszystkie czerstwo-urocze sceny i marzyłem o byciu nakłonionym do zbrodni. Pif paf, upał i szaleństwo, kofeina. Wyobraźnia roztapia się szybciej niż kostki lodu w drinku. Tyle się działo na podwórku tamtych wakacji. Zaraz znów będzie skwar, ale poza tym to nie wiadomo co będzie. Tańczę czasem przed lustrem albo gdziekolwiek, przy materacu, przy stole, w łazience. Czasem to taniec radości, a czasem niepokoju, który trzeba z siebie wytrząsnąć. Wróciłem do Warszawy po roku, głodny i stęskniony. Teraz wszystko wymyślam od nowa i dalej wspominam.

Is it strange to dance so late?

Is it wrong to understand

The fear that dwells inside a man?

Piosenki, piosenki, piosenki. Zawsze marzyłem o życiu w latach dwudziestych. Lata dwudzieste XX wieku kończyły się początkiem Wielkiego Kryzysu. Teraz wielki kryzys otwiera to dwudziestolecie. Rybki wróciły do kanałów Wenecji, delfiny do portu w Cagliari i ja też bym chętnie gdzieś wrócił, a nie do końca wiem skąd jestem. Między snuciem planów a wspominaniem uniesień staram się złapać choć na chwilę z teraźniejszym Bartkiem i go poznać. „Lazy? Ugly? Horny?”. To akurat sobie wymyśliłem dawno temu i przykleiłem.

Przed nami pewnie większe wyzwania od spędzania dnia z samym sobą, staram się choć trochę z tego czasu skorzystać. Każdy pomysł, to jest jakiś pomysł, więc staram się nie wywierać na sobie presji. Można pić za dużo kawy i za mało ćwiczyć oraz pisać do osób z przeszłości. I próbować, próbować różnych rzeczy. Na sentymentalne podróże poświęcam nie więcej niż połowę dnia. Jak myśli robi się za dużo, zawsze można je strząsnąć tańcem. Kosmicznym albo zwykłym, np. kuchennym.

Czasem się zastanawiam o co chodzi w różnych historiach, ale przecież nie w każdej historii musi o coś chodzić. Przepis na ładną piosenkę to dwie emocje i osiem sylab. Wzruszenie, entuzjazm, „I was dancing when I was twelve”.

bartance

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s