Bobby Vinton – Blue Velvet

Jeden z moich ulubionych popowych kawałków ever. Jest pięknem. Bobby Vinton (podobno polskiego pochodzenia, jeśli to robi jakąś różnicę) stworzył cudo.

Gdy jadę samochodem i słucham tego kawałka, jestem w takim błogostanie, że gdybym wjechał w drzewo, mógłbym mieć pewność, że umarłem szczęśliwy. Szczęśliwy i uśmiechnięty.

Żałuję teraz, że mam tak ubogie słownictwo, bo brakuje mi synonimów „piękna” by opisać „Blue Velvet”.

Jeśli normalnie jestem marzycielem, to słuchając Vintona całkowicie tracę kontakt ze światem. Słowa „she wore blue velvet” uruchamiają cały skomplikowany system dreszczy które powoli opanowują moje ciało.

Chciałbym tak. Jakaś ładna sceneria, ja i ona, siedzimy i słuchamy sobie „Blue Velvet”. Choć nie, to mogłoby być nudne. Z resztą mam w sobie coś z masochisty. Wolałbym raczej siedzieć w kącie i obserwować Ją  gdy wchodzi do knajpy i zabija swoimi nogami moralność wszystkich facetów. Moją w pierwszej kolejności oczywiście, jeśli kiedykolwiek żyła. I gdyby w takim momencie leciało by „Blue Velvet”, miałbym pewność, że Bóg istnieje.

Ech, to chyba jedna z tych słabych niedziel, gdy byłbym w stanie rozpłakać się oglądając reklamy w telewizji. Więc zamilknę.

2 myśli na temat “Bobby Vinton – Blue Velvet

  1. taktaktak! pamiętam, że jakieś cztery lata temu ta piosenka nieodmiennie kojarzyła mi się ze świętami. nie wiedziałam tylko, jak się nazywa, a puszczali ją bardzo rzadko w radiu.
    tak wogle – uwielbiam Twego bloga, sposób, w jaki mówisz o muzyce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s